
Zdecydowałam się kupić już sobie buty. Głównie dlatego, że znalazłam je bez szukania - poszłam kupić fleczki do butów ;-) . Po prostu się napatoczyły. Ładne, białe, z paseczkiem dookoła kostki. Nie bez znaczenia była cena - przecież za buty na jedno wyjście nie zapłacę 200 zł to by było wariactwo. Będę miała czas troszkę je rozchodzić, a co najważniejsze kiedy wybiorę się na szukanie sukienki to będę ją przymierzać już w moich butach :-)
Przy okazji kupowania butów, jako że było trochę czasu mama zaciągnęła mnie do salonu z sukniami ślubnymi. Nie spieszyłam się oglądać sukien, bo tyle rzeczy człowiek ma teraz na sobie, zanim się rozbierze, przymierzy... Nie spieszyłam się bo przecież jeszcze dużo czasu - ale nie, okazuje się że wcale nie jest tak dużo czasu, Pani stwierdziła, że już pora zamawiać, że należy rezerwować czas w pracowni - byłam w szoku.
Pierwsza wizyta niezbyt dużym salonie zakończyła się z niczym, właściwie nic mnie nie oczarowało, nie wyklarowała się wizja mojej sukienki - jedyny wniosek - tafta odpada ....






