I o ironio zakochałam się w fanie piłki nożnej. Mówicie - to nic.
Może i nic jak mężczyzna od czasu do czasu poogląda mecz w telewizji, ale mój Rycerz to prawdziwy fan swojego klubu, który jako wierny widz nie tylko chodzi na mecze ale też wyjeżdża z klubem na mecze wyjazdowe. I oto cała ironia - ja która nie lubiłam piłki nożnej uczę się na czym polegają rozgrywki ligowe, kiedy komu grozi spadek do niższej ligi ile punktów otrzymuje się za wygrany mecz... - ba ja nawet na bieżąco śledzę kiedy jaki mecz się odbywa i z jakim wynikiem się kończy... !!! Ale nie dziwcie się w końcu zakochałam się w fanie piłki nożnej, a On jak sam mówi kocha mnie i GKS Katowice i lepiej nie pytać kogo bardziej....
I tak oto mogę nawet polubić piłkę nożną. Tylko czasami.... słów brakuje.

Nadchodzi dłuższy weekend może i nie jest to najlepsza pora roku, jesień i zimno, ale w końcu można by spędzić miło, razem trzy dni.... a nie! Bo jest mecz wyjazdowy, na który moja Miłość bardzo chce pojechać. Nic bym nie miała przeciw gdyby był gdzieś blisko, może Częstochowa, Opole, Kraków..., ale nie on musi jechać całą noc pociągiem na drugi kraniec Polski do jakiegoś Elbląga :-(
A mi trochę smutno. I może nawet nie dlatego, że jest mecz lecz raczej, że musi się uczyć do egzaminu w pracy i nie bardzo mamy się jak spotkać. A ja muszę być kochająca i wspierająca i jeszcze trzymać kciuki nie tylko za egzamin, ale też za wygraną GKS Katowice. A ja... jestem trochę samolubna, ale trudno - smutno mi. Pociesza mnie tylko fakt, że jeszcze tylko dwa weekendy, jeszcze tylko dwa mecze i zimowa przerwa w rozgrywkach ligowych...
O ironio i kto by pomyślał że kiedyś swoje plany będę dostosowywać do rozgrywek ligowych piłki nożnej....

0 komentarze:
Prześlij komentarz